Witamy w Szkola Reklamy
Strona główna|KONTAKT|REKRUTACJA|Forum|Otwarte Warsztaty TOSTER|Kursy Foto|Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Dorobek
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Filmy słuchaczy
Strony słuchaczy
 » RÓŻNOŚCI
Artykuły
Encyklopedie
Facebook
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Amator, czyli radość tworzenia

(3157 słów w tym tekście)
(9791 )   Strona gotowa do druku



Źródło: miesięcznik KINO; maj 2003

Autor: Iwona Cegiełkówna


Nic dziwnego, Polska jest jednym z czołowych "producentów" kina amatorskiego w Europie. Przyczyny są oczywiste: nieprofesjonalna ścieżka jest u nas często jedyną szansą na zrealizowanie filmu.

Festiwale filmów amatorskich mnożą się więc jak stonka w czasach PRL-u. Na Jutro Filmu nadesłano w ubiegłym roku prawie 350 prac, z czego 108 zakwalifikowano do konkursu (dla porównania: pięć lat temu w pierwszym festiwalu wzięło udział 40 filmów spośród 120 nadesłanych). Warto dodać, że z ruchu filmowców-amatorów wywodzą się takie sławy, jak Krzysztof Zanussi. Kim są i jacy są twórcy dzisiejszego kina amatorskiego? Przyjrzyjmy się kilku uczestnikom warszawskiego festiwalu Jutro Filmu.

Hobbyści i zawodowcy

Odsetek tych, którzy trafiają później do jakiejś szkoły filmowej, jest niewielki. Na 120 osób zakwalifikowanych do konkursu tylko 15 myśli o profesjonalnej reżyserii - ocenia Agata Dąmbska, szefowa festiwalu Jutro Filmu. Jednym z nich jest Jakub Nieścierow, laureat ubiegłorocznej imprezy, dziś student Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Andrzeja Wajdy. Uważa, że dla zawodowca ukończenie szkoły filmowej jest nieodzowne (studiował też w Akademii Filmu i Telewizji), chociaż jego pierwszym pomysłem na życie było pisarstwo (w liceum był redaktorem fanzinu o fantastyce). W końcu stwierdziłem, że bardziej interesuje mnie kino, chociaż pierwsze filmowe próby były katastrofą - wspomina. Pierwsze filmy kręcił z paroma kolegami z klasy kamerą pożyczoną od wujka, ale więcej było przy tym wygłupów i zabawy niż prawdziwego kina. Wrócił do prób filmowania po paru latach przerwy. Przemysł filmowy w Polsce nie istnieje - mówi - mogłem więc albo wyjechać z kraju, albo uczyć się dalej. Dziś uważa się już za zawodowego - choć na razie bezrobotnego - reżysera (od roku odkłada produkcję filmu, bo nie ma pieniędzy na realizację).

Do Mistrzowskiej Szkoły Wajdy (jako wolny słuchacz) trafił też Tomasz Wiński (laureat Jutra Filmu '97). Kręcenie filmów było dla niego najpierw sposobem spędzania czasu z przyjaciółmi. Podstaw uczył się na szkolnym kółku filmowym prowadzonym przez Michała Bukojemskiego. Swój pierwszy film - obsypany nagrodami "Szept" - kręcił na pożyczonej kamerze, ostatni zrobił na własnej. Pracował już jako asystent reżysera przy kilku filmach fabularnych (m.in. "Długu" i cyklu "Wielkie rzeczy" Krzysztofa Krauze). Nie dostał się do łódzkiej szkoły, teraz jest w trakcie egzaminów do praskiej FAMU. Ale nie sądzi, by skończenie szkoły było nieodzowne dla zawodowego reżysera. Szkoła uczy warsztatu i daje szansę na popełnienie paru błędów zanim stanie się na planie profesjonalnej produkcji. Sam dyplom i tak nie pomaga w debiucie - ocenia. Swoją zawodową przyszłość wiąże jednak z kinem, a obecne realizacje traktuje jak wprawki przed profesjonalnym debiutem.

Na zawodowstwo postawił też Jarosław Sztandera (Jutro Filmu '01), obecnie student PWSFTViT. Pierwszy film nakręcił w liceum, kiedy tylko dostał kamerę. "Mozolna droga do zawodu filmowca" przeleżała jednak parę lat na półce zanim - skrócona i przemontowana - zaczęła zdobywać festiwalowe laury. Do szkoły filmowej próbował się dostać od razu po maturze, ale - jak opowiada - wyleciał z hukiem po pierwszym etapie egzaminów. Nie zrezygnował z reżyserii, ale postanowił trochę dorosnąć (studiował socjologię i filozofię).

Jeden z najmłodszych laureatów Jutra Filmu, 20-letni Tomasz Malara, nie myśli na razie o edukacji w szkole filmowej, ale tymczasem doskonali warsztat w Studium Filmowo-Telewizyjnym. Jego marzenia o przyszłym zawodzie jako nastolatka wciąż się zmieniały i w końcu zdecydował, że pogodzi je wszystkie w aktorstwie. W wieku 17 lat dostał jednak od rodziców kamerę i wspólnie z kolegami nakręcił swój pierwszy 30-minutowy film, który... przekreślił jego aktorskie plany.

Inną drogę wybrali Marek Włodzimirow i Witold Urbański. Nie wiążą z kinem swojej zawodowej przyszłości (choć Urbański ma pokrewne wykształcenie: realizator programów telewizyjnych), kręcenie filmów jest dla nich rodzajem hobby uprawianego, kiedy przyjdzie na to ochota. Witold Urbański (laureat Jutra Filmu '01) zaczął przygodę z kinem w pierwszej klasie liceum, kiedy wspólnie z kolegą założył szkolną telewizję. Zaczęło się od wywiadów ze znanymi ludźmi, filmów promocyjnych, krótkich etiud - wspomina. - Potem był klub filmowy, pierwsze filmy i pierwsze porażki na festiwalach. Marek Włodzimirow (Jutro Filmu '00) zaczął kręcić filmy... tak po prostu. Zapragnąłem zrobić film. No i zrobiłem - opowiada. - Robienie filmów jest dla mnie elementem sposobu na szczęśliwe życie: zrobić jeden film fabularny rocznie, odbyć raz w roku podróż gdzieś daleko, ciężko pracować zimą, a latem mieć dużo czasu na pływanie i przebywanie na powietrzu...

Niektórzy spośród laureatów festiwalu, nie starając się o dyplom zawodowca, próbują zadebiutować w pełnym metrażu. Paweł Czarzasty (I nagroda na Jutro Filmu '00 za "Krótki film o zaliczaniu") w ubiegłym roku zadebiutował jako reżyser pełnometrażową fabułą "Licencja na zaliczanie".

Jeszcze inni, jak Michał Marczak (zdobywca nagrody publiczności na Jutro Filmu '99 za "60 sekund", teraz w agencji reklamowej w USA) - emigrują. Są też tacy, którzy stają po drugiej stronie kamery. Paulina Holz, laureatka I Nagrody w 1997 roku za dokument "Nie każdy rodzi się artystą" (współreż. Paweł Witecki), skończyła Akademię Teatralną i zajęła się aktorstwem.

Bo z kinem amatorskim jest tak samo jak z profesjonalnym: każdy twórca jest inny - mówi Jarosław Sztandera.

Amator, czyli kto?

Uczestnicy "Jutra Filmu" to z reguły bardzo młodzi ludzie: przedział wiekowy 18-22 lata (choć regulamin pozwala brać udział osobom do 35 roku życia), ale zdarzają się też 12-letni. Agata Dąmbska dzieli ich wszystkich umownie na trzy grupy. Pierwsza, najliczniejsza to tzw. "weseli chłopcy z kamerą", realizujący filmy czysto rozrywkowe. Druga - ludzie, dla których festiwal jest sprawdzianem przed próbą startu w kinie profesjonalnym. Trzecia - osoby, które robią filmy z tzw. potrzeby serca (to ulubiona grupa Agaty, ale - jak mówi - do policzenia na palcach jednej ręki). Większość uczestników pochodzi z małych miejscowości i miasteczek (Sieradz, Kalisz, Włodawa, Oświęcim). Z dużych miast najliczniej są reprezentowane Warszawa, Wrocław i Kraków.

Kim właściwie jest dzisiaj filmowiec-amator? To człowiek aktywny i ciekawy, który chce działać - odpowiada Marek Włodzimirow.

Dziś to może być każdy - mówi Tomasz Wiński. - Dużo łatwiej dzisiaj zrobić film niż 30 lat temu a sprzęt, którym dysponuje amator, pozwala często na realizację filmu profesjonalnego. Tylko że twórcy tych filmów coraz mniej zastanawiają się, o czym chcą opowiadać. Potwierdza ten pogląd Jakub Nieścierow: Większość filmów amatorskich to nieprzemyślane realizacje, bo ich twórcy nie mają żadnego wykształcenia w tym zakresie i traktują kino jak zabawę.

Działam na styku dwóch światów: zawodowego (telewizja) i amatorskiego - mówi Witold Urbański. - Dzieli je jedna zasadnicza sprawa: amator nic nie musi. Nie musi kolaudować filmów, dbać o ich długość, oddawać projektu w określonym terminie. Amator jest wolny.

Od "amatorszczyzny" odcinają się jednak wszyscy. Nie chciałbym być tak kojarzony, bo starałem się robić kino przemyślane - stwierdza Jakub Nieścierow. Im więcej filmów zrobiłem, tym mniej chcę się czuć amatorem - mówi Tomasz Wiński. Dla Jarosława Sztandery "amator" to wciąż bardzo pozytywne określenie. To ktoś, kto działa z prawdziwej, szczerej wewnętrznej potrzeby. Ale może to powinno dotyczyć wszystkich: i amatorów, i profesjonalistów? - zastanawia się.

Film amatorski jaki jest...

każdy widzi. Niedociągnięcia formalne, kulejące aktorstwo, kiepskie dialogi... Czy w ciągu ostatnich lat coś się zmieniło? Najbardziej poprawiła się jakość techniczna filmów, najmniej ich sens - opowiada Agata Dąmbska. - Gdy zaczynaliśmy w 1997 roku, funkcjonowały wyłącznie VHS-y. Pierwsze filmy kręcone kamerą cyfrową pojawiły się około roku 1999 i choć treścią nie odbiegały od poprzednich, dużo przyjemniej się je oglądało. Lawinowo wzrosła też liczba animacji, eksperymentów i teledysków, czyli tych wszystkich form, przy których lepszy sprzęt jest niezbędny. Mnóstwo osób ulega presji mediów (parodie itp.), a coraz mniej jest filmów autorskich. Prawie wyparowało kino społeczne czy refleksyjne. Zmieniło się też podejście do samego festiwalu - coraz mniej osób wysyła film tylko po to, by zaistnieć.

Według Tomasza Wińskiego siła tego kina wciąż leży w jego naturalności i świeżości, a na jakość techniczną należy przymykać oko. Ale ludzie często nie zastanawiają się, o czym opowiadają. Filmy amatorskie są generalnie za długie, nudne i nie liczą się kompletnie z widzem - przyznaje.

To, co w określonych warunkach można zrobić dobrze - musi być tak zrobione; toczyłem o to boje z kolegami na festiwalach - mówi Witold Urbański. - Jeśli jakiś mankament (krzywe ujęcie, potknięcie aktorskie, błąd montażowy) można poprawić, to trzeba poprawiać aż do skutku. Oczywiście w określonych warunkach (dostępne zaplecze techniczne, środki finansowe itp.). Zdarza się, że pracuję nad filmem kilka miesięcy, zanim stwierdzę, że wszystko jest porządku. Przysłowie "diabeł tkwi w szczegółach" jest w tym przypadku w pełni uzasadnione. Chociaż można również spojrzeć na to inaczej: Kulejąca forma nigdy mi nie przeszkadzała - mówi Jarosław Sztandera. Dla Marka Włodzimirowa film amatorski to przede wszystkim radość tworzenia, robienie czegoś wyjątkowego dla siebie samego, przelanie pomysłu w coś namacalnego. - Coś jeszcze jest ważne: filmy amatorskie są lokalne, widzisz w nich swoje miasto czy kumpla i to daje ci poczucie przynależności do społeczności. Wszystkie amatorskie filmy naśladujące te profesjonalne są jakieś banalne, pretensjonalne - dodaje Włodzimirow. Jakub Nieścierow uważa, że film zawodowy zaczyna się wtedy, gdy jest dobry scenariusz i profesjonalni aktorzy. To właśnie odróżnia realizację profesjonalną od amatorskiej, a nie budżet czy dyplom szkoły filmowej autora.

W filmie amatorskim kontrowersyjny może okazać się już sam temat. Ale niekoniecznie ze względu na swoją drastyczność, raczej... prozaiczność. Obsesją młodych twórców jest drobiazgowe dokumentowanie codzienności bohatera - mówi Agata Dąmbska. - Ulubiony motyw kina amatorskiego to scena z czajnikiem, w której obserwujemy detalicznie proces zaparzania herbaty. Drugi to schody. Gdyby ktoś w końcu nakręcił "krótki film o schodach" dostałby pewnie Grand Prix...

Gdzie młodzi amatorzy szukają inspiracji? Wszyscy oglądali dużo filmów, choć czasem trudno im wskazać konkretne fascynacje. Taki sam wpływ jak kino miała na mnie literatura, malarstwo czy innego rodzaju przeżycia - mówi Jarosław Sztandera. Tomasza Wińskiego jako widza i przyszłego realizatora najbardziej interesuje dramat psychologiczny - opisanie raczej rzeczywistości wewnętrznej niż zewnętrznej. Antonioni, Malle, Wenders - to jego mistrzowie. Tomasz Malara ceni Miloša Formana, Emira Kusturicę, Larsa von Triera, Krzysztofa Kieślowskiego, Agnieszkę Holland. Chce kręcić filmy, by innym przekazać emocje i doświadczenia, które były jego udziałem. Może to naiwne, ale myślę, że świat powinien być lepszy niż jest i tego szukam w filmach - mówi. Witold Urbański przyznaje, że nie jest typem kinomana, ale parę polskich filmów zrobiło na nim ostatnio wielkie wrażenie ("Duże zwierzę", "Dług", "Edi"), a z zagranicznych produkcji podoba mu się kino Larsa von Triera. "Idioci" to dobry przykład dla amatorów - mówi. - Film zrobiony małymi kamerami cyfrowymi, który zyskał uznanie w całym świecie. Ogląda bardzo dużo dokumentów i reportaży, a ostatnio bacznie przygląda się Latkowskiemu. Marek Włodzimirow najbardziej lubi pracę nad krótkimi formami filmowymi, a jako widz poszukuje w kinie tego, co brzmi szczerze i prawdziwie. Jakub Nieścierow chce robić takie filmy jak Lasse Hallstrőm - o zwykłych ludziach w niezwykłych sytuacjach i ich bezradności wobec otoczenia. Fascynują go też Miloš Forman i Giusseppe Tornatore ("Cinema Paradiso" to jego film nr jeden). Taki film jak "Amelia" nie mógłby powstać w Polsce. Żyjemy w bardzo pesymistycznym kraju - u nas główny bohater powinien się na koniec powiesić - konkluduje.

Ile to kosztuje i kto to ogląda

Nawet najskromniej pomyślana realizacja wymaga pewnych nakładów finansowych. 15-minutowy film, nad którym teraz pracuje Tomasz Wiński, będzie kosztował nie mniej niż 6 tysięcy złotych. Składają się na tę sumę koszty sprzętu, montażu, gaży aktorskich - choć i tak wszystkie stawki są niskie. Tomasz Wiński pieniądze na swoje filmy zarabia pracując przy innych produkcjach. Marek Włodzimirow zarabia jako grafik komputerowy: 90% wydatków to niekończąca się inwestycja w sprzęt. Witold Urbański też finansuje swoje filmy z własnej kieszeni. Pomocne są nagrody pieniężne przyznawane na festiwalach. Dobrymi producentami są również rodzice - dodaje. Sponsoring rodziców pomaga też Tomaszowi Malarze. Przy pierwszych filmach płaciłem tylko za montaż - wspomina. - Budżet ostatniego to 1,5 tysiąca złotych. Pierwsze filmy Jakuba Nieścierowa nie wymagały specjalnego dofinansowania. Najwięcej kosztowały rachunki telefoniczne. Najdroższy okazał się "Parandroid", którego realizacja ciągnęła się pięć miesięcy.

Przy stosunkowo niskich kosztach realizacji niemal każdy może spróbować swoich sił za kamerą. Festiwale filmów amatorskich cieszą się więc niesłabnącą popularnością. Co roku coraz więcej osób zasiada na widowni i coraz więcej staje w konkursowe szranki, chociaż twórcy szukają też alternatywnych sposobów prezentowania swoich dzieł. Duża liczba amatorskich produkcji nie trafia wcale na festiwal, a pokazywana jest np. w rozmaitych klubach. Zmienia się też percepcja tych filmów. Być może formuła festiwalu już nie jest w stanie ogarnąć tego, co się dzieje? - zastanawia się Agata Dąmbska. Co samym twórcom dają takie festiwale? Kontakt z publicznością - mówi Jarosław Sztandera. - Dla twórcy-amatora to jedyna możliwość konfrontacji jego dzieła z postronnymi osobami. Podobnego zdania są Tomasz Wiński i Tomasz Malara. Festiwale to też dobre miejsce do nawiązywania kontaktów - dodaje Malara, choć żałuje, że nie do końca spełniają rolę promocyjną. Jakub Nieścierow uważa, że choć jest teraz dużo festiwali, ich poziom nie jest zbyt wysoki. Już sama selekcja filmów jest wątpliwa - mówi. - Nie można włączać filmu do konkursu tylko dlatego, że jego twórca ma 10 lat. To zaniża poprzeczkę. A taki konkurs powinien uczyć pokory.

Festiwale filmów amatorskich to wspaniała sprawa: zgrane towarzystwo, imprezy towarzyszące, nagrody, rozmowy z jurorami, wykłady, lekcje montażu itp. - opowiada Witold Urbański. - Problem w tym, że środowisko filmowców-amatorów jest zamknięte i nie jest to bynajmniej wina tego środowiska. Błędów doszukiwałbym się w braku zaangażowania mediów, przede wszystkim publicznych, które ustawowo mają promować kulturę. Przecież dzisiaj w żadnej telewizji nie ma programu o ruchu amatorskiego kina. Ostatni - "Zawód: amator" - zniknął z anteny TVP 2 parę lat temu. Jedynym źródłem informacji o festiwalach filmów nieprofesjonalnych pozostaje miesięcznik "Kino", czasami "Film" oraz media lokalne. Marek Włodzimirow również jest zdania, że festiwale są bardzo potrzebne. Dają młodym twórcom poczucie, że ktoś interesuje się ich pracami, że ktoś je docenia - mówi. - A nie ma nic fajniejszego niż oklaski podczas projekcji...

Punktem newralgicznym jest zawsze ocena kina amatorskiego. Czy stosować tu te same kryteria, co do profesjonalnych realizacji? Marek Włodzimirow nie sądzi, żeby to było słuszne: Film amatorski to film amatorski, nie porównuje się muzyki poważnej do hip-hopu, choć jedno i drugie to muzyka. - Ocenianie tych filmów to bardzo trudna sprawa - przyznaje Agata Dąmbska (co roku ogląda kilkaset filmów amatorskich, wybierając kilkadziesiąt najlepszych do konkursu). Przyznaje, że przymyka się oko na niedociągnięcia warsztatowe, za istotniejszą uważając oryginalność przekazu.

Witold Urbański jest zdania, że przy ocenie amatorskich dokonań trzeba stosować podobne kryteria, co wobec zawodowców, z wyjątkiem dwóch: uwarunkowań sprzętowych, np. formatu zapisu (chociaż dzisiaj ten argument traci powoli na ważności, gdyż kamery cyfrowe są w zasięgu ręki) i możliwości aktorskich. Tomasz Malara ceni sobie uwagi jurorów: To konstruktywna krytyka, która później pozwala robić lepsze filmy. Tomasz Wiński uważa, że prezentowanie w konkursie filmów kilkunastolatka i studenta szkoły filmowej nie stanowi problemu, zresztą studenci stronią od takich imprez, bo dla nich to trochę krok wstecz. Na stronę formalną należy jego zdaniem zwracać mniejszą uwagę, a większą na oryginalność tematu i sposób jego potraktowania.

Jarek Sztandera przyznaje, że teraz pod pewnymi względami jest mu łatwiej. Więcej wiem o kinie w sensie warsztatowym, ale nie uważam, że moje filmy są z tego powodu lepsze czy gorsze od prac kogoś, kto nie studiuje w szkole filmowej. Zresztą nie lubię podziału na film amatorski i film profesjonalny. Jeżeli mówimy o kinie autorskim - a amatorzy robią takie kino - to strona formalna nie jest najważniejsza.

Śpiewać każdy może - ale "róbcie swoje"

Rola kina amatorskiego? Na pewno nie może być tylko gorszą wersją profesjonalnego - mówi Tomasz Wiński. Uważa, że potencjał tego kina jest ogromny, ale - niewykorzystany. W większości produkcje amatorskie są jeszcze bardziej konwencjonalne niż profesjonalne - dodaje. Według Tomasza Malary kino amatorskie to jednak przede wszystkim zabawa, której nie można traktować zbyt serio. My przecież wciąż się uczymy, eksperymentujemy - tłumaczy. Jest cała masa filmów "zabawowych", które tak naprawdę niczego głębiej nie dotykają - mówi Jarosław Sztandera i dodaje: nigdy nie byłem zwolennikiem takiego kina: ani profesjonalnego, ani amatorskiego. A przecież amator ma dużo większy dostęp do tematu, o którym robi film. Z reguły jest wewnątrz środowiska, o którym opowiada. To duży walor tego kina. Profesjonalna ekipa rzadko znajduje się w takiej sytuacji. Jakub Nieścierow uważa jednak, że powszechność kamer wideo sprawia, iż powstaje coraz więcej złych filmów amatorskich. Taśma jest tania, a dostępność kamer duża, więc każdy może robić filmy. Niestety, dziś za mało jest w ich autorach pokory. Śpiewać każdy może, chociaż nie każdemu to równie dobrze wychodzi.

Otarłem się w swoim życiu o dwa światy: zawodowy i amatorski - opowiada Witold Urbański. - Najcenniejszym doświadczeniem było jednak to, że mogłem zarobić pieniądze na swojej amatorskiej produkcji. Nigdy wcześniej bym nie uwierzył, że prawa do emisji filmu zrealizowanego amatorsko w systemie SVHS, może zakupić telewizja komercyjna (w moim przypadku był to CANAL+). W tym właśnie upatruję szanse dla filmowców-amatorów. Róbcie swoje! Jeśli wasze produkcje będą dobre, to na końcu tej drogi mogą czekać pieniądze. Hobby czy pasja mogą przynosić zyski i być profesjonalnymi realizacjami. Jedno nie wyklucza drugiego.

Dziś dużo się mówi o kinie niezależnym, mniej o amatorskim. A to drugie jest nawet ważniejsze, bo robią je ludzie bardzo młodzi - mówi Agata Dąmbska. - Ich filmy mają w sobie jakąś dziecięcą naiwność. I to jest budujące. Niestety kino amatorskie wciąż się u nas kojarzy z gorszym kinem niezależnym. Tymczasem w tych właśnie - często nieporadnych formalnie produkcjach polska rzeczywistość przegląda się jak w krzywym zwierciadle. Co roku powstaje w Polsce kilkaset takich filmów. Niektóre z nich już trafiają na kinowe ekrany. Czy się to komuś podoba, czy nie.

BIOGRAMY:

Jakub Nieścierow, Warszawa
ur. 24.11.1976 w Kamieniu Pomorskim
wykształcenie: Wyższa Szkoła Zarządzania (zarządzanie zespołami ludzkimi), Akademia Filmu i Telewizji
(reżyseria i sztuka operatorska), Mistrzowska Szkoła Reżyserii Andrzeja Wajdy
zawód wykonywany: reżyser filmowy
ważniejsze nagrody: Grand Prix i Nagroda Publiczności na festiwalu Jutro Filmu '02 za fabułę "Parandroid";
Nagroda Publiczności i II Nagroda na Oskariadzie '02 za "Reality Show"; Grand Prix
i Nagroda Publiczności na Festiwalu Sztuki Niezależnej "Żądło"
'01 za "Reality Show"; Srebrny Smok i nagroda za reżyserię na FF SMOFI '02 za "Parandroida" i "Reality Show"

Tomasz Malara, Kielce
ur. 14.01.1983 w Kielcach
wykształcenie: liceum ekonomiczne w Kielcach
zawód wykonywany: obecnie - uczeń w Studium Filmowo-Telewizyjnym we Wrocławiu
ważniejsze nagrody: wyróżnienie na Jutro Filmu '01 za "Biały interes"; wyróżnienie za zdjęcia na Filmowych
Zwierciadłach za "Złudzenie"; II nagroda na Jutro Filmu '02 za "Złudzenie";
III Nagroda za Filmowych Zwierciadłach za "Co dalej?"

Tomasz Wiński, Warszawa
ur. 29.12.1979 w Warszawie
wykształcenie: II liceum społeczne w Warszawie
zawód wykonywany: obecnie - wolny słuchacz w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Andrzeja Wajdy
ważniejsze nagrody: III Nagroda na Jutro Filmu '97, nagroda na MFFN UNICA '97 i nagroda na festiwalu w Koninie
'97 za fabułę "Szept"

Witold Urbański, Oświęcim
ur. 10.12.1980 w Oświęcimiu
wykształcenie: średnie techniczne - realizator programów
telewizyjnych
zawód wykonywany: wolny strzelec
ważniejsze nagrody: Grand Prix na XVII MFF "Dozwolone do 21" w Warszawie za film "Idioci"; I miejsce na VI
OFFN "Publicystyka '99" w Kędzierzynie Koźlu za film "Idioci";
I nagroda na Jutro Filmu '01 za "Jak zginęła Lola D.?";
II nagroda na IV Krakowskim Festiwalu Filmów Amatorskich
"Z człowiekiem w kadrze" za "Jak zginęła Lola D.?"

Jarosław Sztandera, Kalisz
ur. 31.10.1974 w Kaliszu
wykształcenie: student wydziału reżyserii PWSFTViT w Łodzi
zawód wykonywany: reżyser filmowy
ważniejsze nagrody: 2 x Grand Prix w Polanicy Zdroju za "Mozolną drogę do zawodu filmowca" ('95) i
"Pornokreację" ('99); I Nagroda w Polanicy Zdroju '00 za "Co chcesz wiedzieć o miłości?";
Grand Prix na festiwalu Jutro Filmu '99 za "Pornokreację";
nagroda na Jutro Filmu '00 za "Co chcesz wiedzieć o miłości?"

Marek Włodzimirow, Bielsk Podlaski
(członek grupy artystycznej DRACHA)
ur. 2.01.1977 w Bielsku Podlaskim
wykształcenie: wyższe (matematyka)
zawód wykonywany: grafik komputerowy
nagrody: nagroda na Jutro Filmu '00 za film "Franz Idzie Po Śledzia";
Nagroda Główna - Złota KANewka na festiwalu KAN '01
za film "Sianokosy"
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2012 Legion